poniedziałek, 25 maja 2015

45 'Finale'



Wszyscy wyszli, a Anka posłała Elsie mrugnięcie. Widocznie pogodziła się z Jackiem już wcześniej. Gdy drzwi się za nimi zamknęły, Elsa znowu przejrzała się w lustrze.
- Rzeczywiście, można pomyśleć, że to nie ja. – Odezwała się, a Jack nie poruszył się, wciąż mając na twarzy swój tajemniczy uśmiech. Wreszcie wymruczał:
- Księżyc zrobił niezłą robotę, Śnieżynko. Rozmawiałaś z nim, prawda? – Zapytał i przysunął się do niej blisko. Elsa poczuła jego oddech na swojej szyi.
- I to nie raz… - wyszeptała, ale nagle przypomniała sobie coś bardzo ważnego. Wzięła jego twarz w dłonie. – Jack, muszę ci coś powiedzieć. Tylko, proszę, nie przestrasz się.  Jestem w ciąży. – Powiedziała to szybko i obserwowała na jego reakcję. Patrzył na nią tymi swoimi niebieskimi oczami, które minimalnie się rozszerzyły, ale nie dał po sobie poznać, że jest zaskoczony. Po chwili całował Elsę długo, a ona czuła się znowu, jakby jej dusza została rozszczepiona i pozostała tylko dobra część. Gdy skończył, Elsa przytuliła się do niego i wyszeptała:
- To znaczy, że nie jesteś zły?
- To znaczy, że o niczym lepszym nie mógłbym marzyć. – Odparł, dotykając jej brzucha czule. Elsa przypomniała sobie o czymś jeszcze.
- A co będzie ze Strażnikami? Zabronią nam się widywać?
- Nie mogą nam nic zabronić. Zresztą, nie bardzo przejmuję się ich zdaniem! – Oznajmił chłopak buńczucznie, zaciskając na jej biodrze dłoń, jakby w obronnym geście.
W tym właśnie momencie otwarły się drzwi gabinetu. Odruchowo odskoczyli od siebie, bo w drzwiach pojawił się Św. Mikołaj, a za nim Królik, Piasek i Zębuszka.
- Czyim zdaniem się nie przejmujesz, Frost? Mam nadzieję, że nie chodzi ci o Człowieka Księżycowego. – Przemówił Mikołaj niskim głosem, w którym jednak słychać było łagodność. Jack złapał Elsę za rękę.
- Jeśli Księżycowy Człowiek ma coś przeciwko…
- Nie rzucaj się Frost, wręcz przeciwnie, Księżyc skazał was na siebie, i przy okazji na nas, na wieczność. Powiedz im Ząb. – Przemówił Królik znudzonym głosem. Zębuszka, pełna energii istotka, wysunęła się na środek.
- Elso, gratulację, zostałaś właśnie mianowana na kolejnego Strażnika Księżyca, Marzeń, jak kto woli. – mówiła bardzo prędko. – Jesteś nieśmiertelna i tak dalej, dostaniesz legitymację członkowską, jeśli chcesz i przysługują ci na nią zniżki w niektórych restauracjach. Oprócz tego, czy mogłabym kiedyś przyjrzeć się twoim zębom? Są takie… idealne! – jej rozbiegany wzrok zatrzymał się na chwilę na jej ustach, a na twarzy pojawił się rozanielony wyraz, pełen oczekiwania. Królik położył jej jednak dłoń na ramieniu.
- Dobra, musimy iść, Jackie, zabierz swoją narzeczoną do mojego pałacu jak najszybciej. Musimy sprawdzić czy w ogóle kontroluje swoją moc,… ale pobłogosławiona przez Księżyc… niesamowite. - Mikołaj pokręcił tylko głową w zdumieniu i wyszedł, a za nim Królik i Zębuszka. Ostatni wychodził Piasek. Spojrzał chytrze na Jacka i nad jego głową pojawiły się różne obrazki. Pojawiały się na krótko, więc Elsa zapytała Jacka, który dotąd osłupiony odczytywał komunikaty.
- Mówi, że bardzo się cieszy i gratuluje ci błogosławieństwa i… gratuluje dziecka.
- Skąd… -zaczęła Elsa, ale Jack jej przerwał.
 - Czy teraz nie będzie z tym problemu, Piasek? Czy nieśmiertelni mogą mieć dzieci? Czy wszystko będzie w porządku? – zwrócił się do ludka lekko spięty. Piasek wzruszył ramionami i wyświetlił obraz książki. –W bibliotece? Myślisz, że coś takiego…
Z korytarza rozległ się hałas i okrzyki nawołujące Piaska, który rzucił  im jeszcze ostatnie wesołe spojrzenie i zniknął.
- Co to wszystko znaczy? – Zapytała Elsa.  Jack rzucił jej długie spojrzenie i uśmiechnął się promiennie.
- To znaczy, że teraz mamy dla siebie całą wieczność. Ja i moja Królowa Śniegu. – Jack złapał ją w talii, a ona położyła swoje dłonie na jego ramionach. Spoważniała.
- Obiecaj mi, Jack, że nigdy nie pokochasz nikogo innego.
- Póki co – wymruczał – mogę Ci to obiecać, jednak niedługo może pojawić się inna kobieta…- Brwi Elsy powędrowały w górę, a Jack nachylił się nad nią.
- Będzie ci mówiła „ mamusiu”. – wyszeptał. Elsa parsknęła śmiechem.
- Skąd wiesz, że to będzie córka?
- Po prostu wiem.
I znów całował ją w szyję, pod brodą i w usta, a dziewczyna czuła się lekka jak srebrna poświata księżycowa.  Już mieli wybiec z gabinetu, lecz drzwi otworzyły się i do pokoju wpadł czerwony na twarzy Kristoff.  Z jego ust wydarły się tylko dwa zdyszane słowa.
- Wody odeszły! 

                                                                KONIEC

                                                      CZĘŚCI PIERWSZEJ




MOI DRODZY! JAK JUŻ MÓWIŁAM: Części drugiej możecie się spodziewać wraz z rozpoczęciem roku szkolnego 2015/16, czyli we wrześniu. 

ZACHĘCAM do odwiedzania tego BLOGA oraz mojej strony na GOOGLE + ( mam dużo różnych opowiadań i być może będę je publikować, oraz na pewno opublikuję ilustracje do tego opowiadania). Jeśli podobał wam się mój styl pisarski lub też lubicie inne opowiadania z różnych książkowych i filmowych światów (np. Harry Potter) to ZAPRASZAM. 

NIE MARTWCIE SIĘ!  Druga część będzie dłuższa, bardziej dopracowana i mam nadzieję, że nie tylko fani Jelsy znajdą w niej coś dla siebie. Narzucam sobie ostrą pracę w wakacje! :P 

DZIĘKUJĘ wszystkim czytelnikom za wspaniałe komenty i za motywację do pracy, oraz zdrową krytykę :)
                        
Jeśli chcecie mi coś napisać, wysłać bloga do przeczytania - 15763290 GG - piszcie.

Proszę o linki do wszelkich stron z fajnymi artami z Jelsą. Jeśli macie coś poza trumblrem i we heart it, będę mega wdzięczna!!!

I pamiętajcie: bez was nie byłoby tego bloga! :)))) :* I niech zawsze coś w objęcia chłodu Was pcha!  ~~~Annie Theo

poniedziałek, 18 maja 2015

44



Z nieba na głowy zebranych spadły ciężkie krople deszczu. Nie był to jednak zwykły deszcz. Wychodzące zza chmury słońce podświetliło go i  oto wszyscy zobaczyli jak płynne srebro skapuje na ich włosy, ubrania, na piasek i głazy. Wszędzie wokół pojawiały się kałuże, w których jak w lustrach pojawiało się odbicie nieba. Cała plaża lśniła wkrótce niczym diament.
- Błogosławieństwo Księżyca! – Roześmiała się Elsa, łapiąc w ręce krople deszczu. – Czy spotkamy się jeszcze? – Zapytała, czując, że ogarnia ją senność. Księżyc uśmiechnął się szeroko. W srebrnym poblasku wyglądał dumniej i godniej niż kiedykolwiek.
- Nie sądzę, moja pani. Pamiętaj tylko jedno. – Nachylił się nad nią i szepnął jej do ucha. Jej powieki stawały się ciężkie… - Nie ma wyboru między cierpieniem i miłością. Tam gdzie jest miłość cierpienie będzie zawsze. Mimo to, Ci którzy nie kochają, cierpią najbardziej…
Spała krótko. Otworzywszy oczy zobaczyła klęczącego nad sobą Jacka i Ankę. Na ich twarze powoli wracały kolory, ale wciąż byli śmiertelnie bladzi. Wyglądali też na zszokowanych. Dalej stał tłum ludzi i wszyscy wpatrywali się w nią szeroko otwartymi oczami. Niektórzy mieli otwarte usta. Dziwne. Poczuła, że leży w czymś ciepłym i mokrym.  Podniósłszy się na ramionach oczekiwała bólu z poranionego ciała, ale nic takiego nie poczuła. Spojrzała z zastanowieniem na kałużę srebra w której się znalazła, a o potem powiodła oczami po zgromadzonych, którzy stali jak sparaliżowani.
- Czy coś się stało?  - Zapytała, a głos miała kompletnie zachrypnięty. Wtedy jakby wszyscy obudzili się z transu. Jack jednym gestem wziął ją w ramiona i pocałował, a ona znowu czuła, że nie istnieje nic oprócz nich i oprócz ich ust. Gdy w końcu ją puścił usłyszała histeryczny szloch Anki, która śmiała się przez łzy. Kristoff już przy niej był, ale wciąż nie odrywał oczu od Elsy i też śmiał się jak szaleniec. Tłum za ich plecami wył. Elsa kompletnie nie rozumiała skąd to nagłe szaleństwo. Przycisnęła twarz do piersi Jacka, który pachniał cudownie – jak dom- jak świeżo opadły śnieg i zamarznięte sople. On dotykał palcami jej włosów, jej twarzy, rąk, tak, jakby nie mógł uwierzyć, że istnieje. Po chwili zostali rozdzieleni przez Ankę, ale Elsa wcale nie miała do niej żalu. Siostra zmoczyła ją swoimi łzami ulgi.
Roszpunka także po chwili znalazła się przy nich i przytulając ją i szepcząc jej tylko przez ściśnięte gardło.
- Wyglądasz niesamowicie. Wiedziałam, że nie umarłaś, wiedziałam, wiedziałam!
Potem zalała ją lawina ludzi i wszyscy chcieli jej dotknąć, a Elsa nie wiedziała dlaczego, ale śmiała się razem z nimi. Czuła się tak cudownie. Jack stał obok niej, jej najważniejszy Strażnik, i odsuwał tych bardziej natarczywych. Ania ciągle nie potrafiła się pozbierać, to pewnie przez tę ciążę, myślała Elsa, ale sama była okropnie przyjemnie zdezorientowana.
Wreszcie Kristoff dał znak i żołnierze pomogli im przedrzeć się przez ludzi z Arendelle. Elsa szła ściskając rękę Jacka i przypomniała sobie o czymś ważnym.
- Jack, muszę ci coś powiedzieć, to bardzo ważne!
- Najpierw musisz to zobaczyć. – Powiedział Jack, którego oczy wciąż były podejrzanie szkliste. – Chodź, Śnieżynko. – I ciągnął ją dalej, prosto do zamku.
Wpadli wreszcie do gabinetu.
- Zamknij oczy. – Powiedział jej do ucha, a ona posłusznie to zrobiła. Za sobą usłyszała niedyskretne szuranie butów i domyśliła się, że jej siostra, kuzynka i przyjaciele również za nimi przyszli.
- Otwórz. – Otworzyła oczy i westchnęła.
W lustrze odbijała się wysoka, smukła i przepiękna dziewczyna. Biła od niej czysto srebrna poświata. Jej twarz była podobna do twarzy Elsy, ale skóra przybrała mleczną barwę, usta zaczerwieniły się. Policzki miały delikatny, różowy odcień, kości policzkowe podniosły się. Oczy błyszczały jak niebieskie diamenty, a włosy, włosy, które zawsze były tylko jasnożółte, teraz przybrały fosforyzującą barwę platyny i  układały się kaskadami loków na jej ramionach, spięte tylko u góry. Piękna dziewczyna miała również suknię, która podkreślała jej  niesamowity wygląd, a jednocześnie była cudowna w swojej prostocie. Wąski gorset przechodził w tiul, który rozszerzał się i cały nabijany był srebrnymi diamentami. Gorset również zrobiony był jakby z diamentów. Dziewczyna w lustrze była obsypana srebrem, który wcale nie przyćmiewał jej urody, ale wręcz ją potęgował.
- Kto to jest? – Zapytała Elsa, widząc u dziewczyny ogromny szok, który zresztą musiał malować się również na jej twarzy.
- To ty! Przecież widzisz. – Odparł przytomnie Kristoff, bo inni również wpatrywali się w jej odbicie, jakby nie mogli oderwać wzroku. Merida z namaszczeniem dotykała jej włosów, a Roszpunka wnikliwie przyglądała się sukni.
- Ale, jak to się stało? Czy to w ogóle możliwe? – Zapytała Elsa dotykając niepewnie swojego starego, ale też jakby nowego ciała.
- Widzieliśmy to na własne oczy! To srebrne coś, ten deszcz… Przyciągałaś to, kiedy byłaś… byłaś… - zaczęła Merida.
- Martwa. – dokończyła Elsa zwracając na nią wzrok. Inni również spojrzeli na nią ze strachem, jakby właśnie potwierdziła ich obawy, których nie chcieli wypowiedzieć na głos.
- Tak, i to coś w ciebie weszło. Potem drugi raz rozbłysło światło, nikt nic nie widział, aż tu nagle wyłoniłaś się… żywa i nieźle ubrana. –Dokończył Hiccup.  Wszyscy potakiwali i uśmiechali się, ale Elsa wyczuła jakąś rezerwę. Teraz, gdy wszyscy znaleźli się w jednym pokoju, sami, coś ciągle było nie tak. Zastanawiała się, czy to przez ten jej nowy, dziwny wygląd. Może myśleli, że skoro zmieniła się na zewnątrz, to jest też inną Elsą?
- Słuchajcie, mam wam dość dużo do opowiedzenia…- Zaczęła Elsa, ale nagle Anka jej przerwała.
- Elsi, mam taką, to znaczy my, my mamy taką, to znaczy ja i Kriss, chcieliśmy się zapytać – Ania rzadko tak plątała się w zeznaniach przy Elsie, do tego zdziwiło ją to, że siostra na nią nie patrzy. – czy… czy chciałabyś zostać mamą chrzestną dziecka?
Elsa jednym ruchem zagarnęła do siebie zaskoczoną siostrę i przytuliła ją najmocniej jak umiała. Roześmiała się przy tym serdecznie.
- Oczywiście z największą przyjemnością! Tak się cieszę, że nic ci się nie stało! – Powiedziała jej do ucha,  a Anna odwzajemniła uścisk.
- Jednak to ty! To ciągle ty. – Odpowiedziała na to Ania. Elsa spojrzała na nią marszcząc brwi.
- Czemu miałabym się zmienić? Przez tę suknię? – zapytała uśmiechając się lekko, widząc, że Ance zalśniły łzy w oczach.
- Wiesz, widzieliśmy dzisiaj już wiele… przemian pod wpływem czynników zewnętrznych… - Odparł Kristoff, a reszta nieznacznie przytaknęła. Elsa rozumiała ich doskonale; przeżyli atak złej „Elsy”, a teraz znowu pojawia się odmieniona. Mimo to, poczuła ukłucie w sercu.
– Słuchajcie, ciągle jestem tą samą Elsą! Naprawdę! To wszystko robota Księżycowego Człowieka. On… - Zaczęła niecierpliwie.
- Och, już się nie tłumacz! Już przez samo to widać, że to nie może być nikt inny! – Roześmiała się Rozszpunka i już po chwili wszyscy śmiali się i przytulali wszyscy, a napięta atmosfera pękła jak bańka mydlana. Elsa zauważyła jednak, że Jack ciągle stoi za lustrem, nie biorąc udziału w ogólnej radości i patrzy tylko na nią roziskrzonym wzrokiem  uśmiechając się łagodnie. Ich spojrzenia spotkały się i kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej. Roszpunka jednak zauważyła to i ponad głosami wesołych rozmów taktownie zasugerowała wszystkim, że może powinni wyjść. 

 To już przedostatni :)) Sorry za spóźnienie! ~~ Annie

wtorek, 12 maja 2015

43



Jack stał jak wryty. Wpatrywał się w ciało, jakby mógłby je ożywić samym wzrokiem. Mikołaj położył mu dłonie na ramionach.  Chłopak przez chwilę zrobił się zupełnie biały, prawie jak jego włosy, po czym zaczął tylko powtarzać „nie, nie, nie… to nie może być prawda”, a gdy Mikołaj próbował go odciągnąć, ten z całej siły uderzył go i wrzasnął to na całe gardło. Po policzkach spływały mu łzy. Upadł obok ciała i zwinął się w kłębek. Widać było, że przyciska jej martwą dłoń do twarzy. Elsa czuła jak w gardle rośnie jej znajoma gula. Zacisnęła szczękę, żeby nie rozpłakać się razem z nimi.
- Oni wszyscy są tam i im nic nie jest. –Westchnęła.  - Naprawdę nie przejmuję się sobą, ale – Elsa odwróciła oczy pełne łez na łagodną twarz Człowieka Księżycowego. – dlaczego to tak boli? Wcześniej nie czułam takiego smutku na myśl o mojej… o mojej…
- Pamiętaj, że wtedy to nie była śmierć. Twoja dusza rozszczepiła się…
- Daj spokój, wtedy czułam się zupełnie inaczej. Teraz właśnie czuję się żywa. I nie mogę dzielić tego życia z nimi! – Elsa wybuchła już niepohamowanym płaczem. Księżycowy Człowiek pozwolił jej się uspokoić, ale nie dał za wygraną. Najwyraźniej uważał, że wiedza, nawet po śmierci, jest jej potrzebna. Kontynuował więc, gdy ślady łez pozostały jej już tylko na policzkach.
- Czułaś spokój, bo to co w tobie najlepsze, twoja rozwaga, opanowanie i bezinteresowna miłość, której nauczyłaś się od swojej siostry , wzięły górę w części duszy nad którą miałaś kontrolę. Teraz naprawdę zginęłaś. Twoja dusza, nietknięta i nieskazitelna, połączona tak niedawno przez ciebie w jedno – idealną równowagę dobra i zła – opuściła twoje ciało. Przecież możesz zobaczyć siebie. Zachowałaś również swoje moce. Sprawdź.  – Człowiek podniósł jej dłoń w swojej dłoni i Elsa skupiła się, choć niechętnie. Miał rację, nie dość, że miała widoczne „normalne” ciało to udało jej się wyczarować piękny, iskrzący, płatek śniegu. Człowiek miał również rację w tym, że teraz kontrola mocy nie sprawiała jej najmniejszych trudności, a magia rozkładała się równomiernie w jej palcach zupełnie samoczynnie. Otwarła szerzej oczy, a Człowiek uśmiechnął się zadowolony.  – Z Jackiem było to samo.
- Z Jackiem… co? – Elsa opuściła dłoń. Księżycowy Człowiek zdawał się być zirytowany, że powiedział na głos to, co myśli.
- Jack, zanim stał się Strażnikiem, był zwykłym człowiekiem. Był podobny do ciebie Elso, nigdy nie pewny siebie, jego dwie strony duszy bardzo walczyły ze sobą. Pewnego dnia udało mu się wyważyć siebie samego. – Człowiek Księżycowy potarł czoło, a Elsa czekała na dalszy ciąg opowieści. – Uratował swoją młodszą siostrę przed śmiercią, ale sam przypłacił to życiem. Dałem mu drugie życie, bo od dawna szukałem kogoś z tak idealną duszą. Jesteście podobni! Tylko nie mów mu tego, bo to dla niego bardzo bolesne.
- Raczej już mu tego nie powiem…- Powiedziała smutno Elsa, ale widząc dziwnie chytry uśmieszek na twarzy Człowieka zezłościła się.- Z czego się śmiejesz? To wcale…
- Poczekaj, zanim do tego dojdziemy, jest tu ktoś, kto bardzo chciał się z tobą spotkać.  – Przerwał szybko zadowolony z czegoś Człowiek. Odwrócili się do wnętrza zamku. W komnacie czekał szczupły, jasnowłosy mężczyzna, który niepewnie rozkładał ramiona. Elsa podbiegła i z impetem rzuciła się ojcu na szyję.
- Tato. Tak bardzo tęskniłam. Zostałam sama, wszystko zniszczyłam, tato…
- Poradziłaś sobie świetnie, kochanie. Jesteśmy z mamą tacy dumni. – Elsa odsunęła się i ze zdziwieniem popatrzyła na twarz ojca. Wyglądał tak, jak wtedy, gdy wypływali z matką w rejs, z którego już nigdy nie wrócili. – Przepraszam, Elso. Nie powinniśmy byli robić ci takiej krzywdy, przez tyle lat. – Posmutniał. – Kiedy widzę, kim jesteś teraz, okropnie mi żal, że nie pozwoliliśmy cię oglądać światu tak długo.
- Och, tato…- już tylko na tyle umiała się zdobyć. Stali jeszcze chwilę przytuleni.  Lecz Księżycowy Człowiek delikatnie im przerwał.
- Raczej zbyt szybko się nie zobaczycie. Elso, oficjalnie mianuję cię kolejnym Strażnikiem Księżyca ble ble ble… Jesteś nieśmiertelna.
- Jestem… co? – Zapytała dziewczyna, odrywając się od ojca. Tata uśmiechnął się.
 - Coś mi się wydaje, że mój wnuk będzie miał więcej szczęścia niż ty, kochanie. Tylko nie zrób tego samego błędu co my! Żegnaj, kochanie.
- Ja… co? – Elsa patrzyła na nich coraz bardziej zdezorientowana. Księżycowy Człowiek przeprostował palce  i wyczarował na próbę języczek srebrnej magii. – Tato zaczekaj! – Krzyknęła za oddalającym się szybko ojcem. Tato… co?
- Dawno już nie werbowałem nikogo do mojej gwardii, zresztą szkoda by było tego nie zrobić. – Wskazał na brzuch Elsy, która z otwartymi ustami wpatrywała się w swojego rozmówcę. Po chwili dłońmi zatoczył szeroki łuk, a jego szata zafalowała. Rozbłysk światła oślepił Elsę, która znowu znalazła się na balkonie, razem z Księżycowym Człowiekiem. Na plaży panowało poruszenie.  

Sorka za spóźnienie, mam dość pracowite poniedziałki :P W następnym poście chyba już będzie ostatnia część chyba, że wolicie rozbić ją na dwa? ( Jest dość długa) ~~ Annie

wtorek, 5 maja 2015

42



- Ale co się z nimi stało? Muszę ich zobaczyć! Pokaż mi! – Elsa przebiegła przez ogromne sale szukając kolejnych schodów. Wreszcie je znalazła i kontynuowała wędrówkę.
- Za chwilę. To bardzo ważne, żebyś zrozumiała co tam się stało. Elso. ELSO! – Zagrzmiał głos, Elsa zachwiała się i zatrzymała na schodach. – Na plaży zadziałała magia większa niż cokolwiek na świecie. Większa niż magia Pitcha i tym bardziej większa niż wątpliwa magia przepowiedni. – Kontynuował już spokojnie, a Elsa stała wpatrując się w ścianę lodu beznamiętnie. Głos wibrował w jej głowie. – To była siostrzana miłość. Znasz ją dobrze, prawda Elso? Tak się cieszę, że świetnie nauczyłaś się jej używać.
- Możesz dojść do sedna? Chodzi ci o to, że wyczarowałam tę kopułę nad Anką?
- Najważniejsze było, Elso, że pokonałaś sama siebie. Dosłownie i w przenośni. Gdy Pitch zajął twoje ciało zostało w nim to, co zawsze uważałaś za najgorsze – twoja moc. Przyznaj, że nigdy się z nią do końca nie oswoiłaś. – Głos zawiesił się, a Elsa wzruszyła ramionami.
- Może i tak. Mogę już iść?
- Posłuchaj. Teraz jesteś idealnie zespojona ze swoją „ciemną” stroną, która zawiera twoją moc oraz z twoją dobrą stroną, która jest pełna miłości. Rozumiesz, że najlepszym sposobem, na naprawienie spraw jest zrobienie sobie od siebie przerwy? To stało się z twoją duszą. A teraz, teraz… jesteś idealną mieszaniną. – W głosie czuć było dumę.
- Mówisz o mnie, jakbym była jakąś substancją chemiczną. – Odparła Elsa uszczypliwie. Głos roześmiał się.
- To wszystko przez co przeszłaś miało cię przygotować do dwóch najważniejszych zadań…
- O nie! Już żadnych więcej zadań! Kiedy poszłam walczyć z tym obrzydliwym czarnym wężem prawie straciłam wszystkich najbliższych! Twoje zadania są okropne. – Elsa znowu zerwała się do biegu. Zamajaczyła już nad nią komnata do której chciała wejść.
- Dokąd biegniesz?
- Muszę wyjść i zobaczyć czy oni wszyscy żyją. Daj mi wyjść! – Wydyszała wpadając do komnaty i biegnąć prosto ku otwartym szeroko drzwiom po drugiej stronie.
- Ależ Elso – odezwał się, nagle bardzo posmutniały, głos. – nie możesz wyjść z tego zamku.
Wybiegła i… znalazła się na balkonie. Jak to możliwe? Przecież tutaj powinno znajdować się wyjście. I nagle prawda uderzyła w nią z całą mocą.
Podeszła na trzęsących się nogach do barierki, przy której stał Księżycowy Człowiek uśmiechając się smutno. Wskazał na coś przed nimi.
- Chciałaś ich zobaczyć. 
Rzeczywiście. Tuż przy nich krzątali się ludzie ubrani w kolory Arendelle. Byli to żołnierze, medycy i setki gapiów. Wszyscy wpatrywali się w scenę, która odbywała się pod klifem. Elsa nie widziała dobrze, co się dzieje, ale usypisko kamieni sięgało wysoko ponad głowy ludzi. To mogło być tylko jedno miejsce. Człowiek magicznie przysunął ich balkon bliżej.
Elsie dech odebrało ze wzruszenia. Żyli! Wszyscy byli tam i żyli. Teraz widzieli wyraźnie: Kristoff stał przy połamanym lodowym schronieniu przytulając mocno szlochającą histerycznie Anię. Dziewczynie wyrywały się fragmenty słów takich jak; Ona… znajdźcie… kamień… Elsa…. Niedaleko, słaniająca się i podtrzymywana, przystanęła wampirzyca Marta i jej widok sprawił Elsie kolejną niewyobrażalną ulgę. Nie miała czasu zastanawiać się, jak udało się jej uciec z ogarniętego walką pola bitwy, bo wciąż jej serce podskakiwało na widok kolejnych osób.
 Po kamieniach gwałtownie wdrapywał się Jack i używając swojej mocy roztrzaskiwał je z taką siłą, że gapie musieli odsuwać się, by nie dostać odłamkiem w głowę.
- Elsa! Nie wygłupiaj się! – Wołał nienaturalnie wysokim głosem. Najwyraźniej doszedł do siebie po ataku złej „Elsy”, ale z chwili na chwilę robił się co raz bardziej roztrzęsiony, a jego głos bardziej piskliwy.
 Poniżej Królik Wielkanocny z westchnieniem dołączył do czekającej reszty Strażników.  Wymienili kilka słów, których Elsa nie usłyszała. Mikołaj kopnął kopiec czarnego piachu, który mógł być pozostałościami Pitcha. Tylko piasek przypatrywał się Jackowi pełen napięcia.
Merida ukryła twarz w połach płaszcza Hiccupa, który przykuśtykał przed chwilą na miejsce i teraz przyglądał się wszystkiemu z zaciśniętymi ustami. Roszpunka także się zjawiła i, uspokajana przez Flynna, kłóciła się o coś z głównym gwardzistą.  Wokół nich krzątali się zdezorientowani członkowie rady królewskiej.
Po kupie głazów chodzili również ostrożnie żołnierze. Elsa wiedziała, czego szukają.
- Czy to już długo trwa? – Zapytała Elsa wciąż wzruszona widokiem swoich ukochanych, całych i zdrowych.
- Kilka godzin.
I wtedy właśnie rozległ się krzyk jednego z gwardzistów. Tłum zafalował. Wszyscy rzucili się w miejsce, w które wskazywał, ale Jack był tam pierwszy. Po chwili było tam tak wielu ludzi, że nie było widać, co się stało. Zaraz jednak żołnierze rozgonili tłum i wyłoniła się  wyraźnie chuda postać, pokryta warstwą pyłu i sadzy, ubrana w strzępy stroju w jej ulubionym niebieskim kolorze. Gdy Anka przebiła się do niej przez tłum wydała z siebie dziwny dźwięk, coś pośredniego między szlochem a jękiem, i padła na kolana zalewając się łzami i przyciskając sobie dłonie do ust. Gdy żołnierzom jeszcze bardziej udało się odepchnąć ludzi Elsa zobaczyła, że postać leżąca na plaży ma otwarte, puste oczy. Jej oczy. 

-Sorry za spóźnienie, macie za to dłuższy fragment :) ~~ Annie